Wielka ucieczka

Pora deszczowa? Już?! Mieliśmy w planach jeszcze tyle zwiedzić!

  • urocze i malownicze miasteczko Budva,
  • punkt widokowy nad Rzeką Crnojevićą, gdzie rzeka skręca pod kątem 180°,
  • Klasztor Ostrog we wnęce skalnej na wysokości 900 m n.p.m.,
  • Park Narodowy Dormitor z bogatą formą terenu i mostem prawie dwieście metrów nad rzeką Tarą,
  • Park Narodowy Sutjeska z jeziorem w kształcie serca i lasem Perućica z trzysetletnimi drzewami
  • Park Narodowy Jezior Plitwickich, gdzie łączy się 16 jezior z 90-cioma wodospadami

Jakbyśmy się tam czuli? Co byśmy przeżyli wśród takich cudów? Nie wiemy. Nie miało sensu kłócić się z deszczem. Właściwie to on uświadomił nam, że pora wracać.
Dwa razy popełniliśmy ten sam błąd i wysiedliśmy tuż przed turystycznym miastem. Raz przed Tivat i drugi przed Dubrownikiem. Nie polecamy. Kosztowało to nas przejazd autobusem i kilka kilometrów z buta.

Deszcz wciąż moczył. Utknęliśmy nieopodal Rijeki, pod obszernym zadaszeniem stacji benzynowej. Od ranka sześć godzin nadziei, że któraś z tych przepełnionych turystami osobówek ma miejsce dla nas. Z nudów śmialiśmy się z siebie nawzajem. Dopiero, gdy deszcz się przerzedził, poszliśmy na wyjazd stacji i od razu zatrzymał się tir. Kierowcą był właściciel chorwackiej firmy przewozowej. Doradził nam jechać przez Szombathely, a nie autostradą. Większość ciężkiego transportu wybiera tą trasę dla oszczędności.

Z Chorwacji przez swój kraj zabrał nas inteligentny i oczytany Węgier. Przez całą drogę rozmawialiśmy o różnych aspektach ich kultury, historii i atrakcjach turystycznych. Przejeżdżaliśmy koło największego jeziora na Węgrzech Balaton oraz przez Ajkę, gdzie wciąż można było zobaczyć skutki katastrofy ekologicznej.1 Chwilę później o mały włos nie przejechalibyśmy wielkiej, chyba lekko roztargnionej sowy!

 

Ostatniego ranka słońce wspaniale rozświetlało mgłę i pieściło opaloną skórę. Upragnione światło. Słodki poranek, a my jedziemy zadowoleni z Győr prosto do Wrocławia! Kierowca tira był niezwykle ekspresyjny. Tomek – jak mówił – uwielbia gotować, pić i palić, chodzić dziko po górach oraz słuchać dobrej muzyki. Utwory w jego tirze przemieniały się z ciężkiego rocka po disco polo, a w tle wiązanki przekleństw. Na starość marzy mu się otwarcie burdelu lub przytułku dla starych lub porzuconych zwierząt. Zapamiętam jego niezwykle pozytywne nastawienie do życia i poczucie szczęścia, którym tryskał. Opowiedzieliśmy mu jak schowaliśmy plecaki w chorwackiej stacji benzynowej zamykanej o 22, sami śpiąc na zewnątrz w namiocie. Albo o noclegu przed Rjeką, kiedy unikając deszczu spaliśmy w zadaszonym ogródku restauracji Marché, gdzie obudziło nas grono klientów i zaskoczona kelnerka.

 

Pokonanie dystansu prawie 1500 km z Kotoru do Wrocławia zajęło nam trzy i pół dnia. Żegnała nas stopniowo zmieniająca się flora i klimaty ludzi, a my z łapaniem krabów, lazurowym morzem i wszelkimi pysznościami.


Przypisy:

 

  1. W 2010 roku w wyniku pęknięcie tamy zbiornika w hucie aluminium wylał się żrący czerwony szlam odpadów produkcyjnych. Link do grafiki ggl

Nie ma jeszcze kometarzy.

a Ty co napiszesz?