Pożar, wyzwolona krowa i promy – nasze początki w Czarnogórze

Pod wieczór weszliśmy do Czarnogóry. Plecaki ciążyły coraz bardziej. Na podwózkę nie było widoków. Rozbijanie namiotu koło straży granicznej wydawało się nam zbyt szalone. Ale jednak oczy upatrzyły sobie miejsce noclegowe, serce zapragnęło. Koło tutejszej budki poważny mundurowy wciągał ze smakiem hot doga. Zapytaliśmy…Nie! Idźcie do następnej miejscowości. Tam jest kemping. Poszedł tylko Rafał, ale po suchą wędlinę do zupy z ogniska. Gdybyśmy się nie zapytali i nie odmówiono nam, nie znaleźlibyśmy innej, wręcz rajskiej miejscówki. Zadrzewiony zaułek ze strumyczkiem, snującymi żółwiami i pitną wodą w pobliżu (stacją benzynową). Rafał idąc ze sklepu zobaczył gęsty słup dymu w miejscu, gdzie się rozbiliśmy.– Miała rozpalić maluśkie ognisko. Facepalm! Co ona zrobiła?!
W tym samym czasie też panikowałam, myśląc że pali się las . Tak naprawdę to tylko jakiś gospodarz mieszkający vis-à-vis ze stacją benzynową postanowił rozpalić wysokie na trzy metry ognisko. To nie koniec dziwaczności. Spotkaliśmy pasącą się po krętej drodze krowę. Uciekła komuś? Ależ skąd! Przecież to takie normalne, że krowa może sobie łazić po krajowej drodze, gdzie pędzą samochody.


Następnego dnia w niedzielę złamaliśmy zasady. Autobus naszym wybawicielem. Dotarliśmy do miasteczka o ładnej nazwie Kamenari. Tubylcy powiedzieli nam, że ani w antycznym Risan, ani w Perast nie ma katolickiego kościoła. W końcu znajdowaliśmy się na prawosławno-islamskiej ziemi. Zrezygnowaliśmy więc z trasy wokoło Zatoki Ust (Boki kotorskiej). Obraliśmy Kotor – największe miasto jako cel. Z Kamenari kursowały trzy promy o nazwach: Risan, Perast i Igalo. (Darmowe dla pieszych, samochód 4 €.) Wsiedliśmy do Perast, który wydawał nam się najkorzystniejszy i po chwili wysiedliśmy w… Lepetane. Co?! Zmyliły nas ich nazwy. Promy kursują tylko między Kamenari i Lepetane. Tym samym zostało nam tylko 15 kilometrów do Kotoru. Mimo wszystko, nie wierzyłam, że dotrzemy na czas na Mszę Świętą. Jednak udało się odnaleźć kościół1, a w dodatku zdążyliśmy jeszcze przed nią sporo zwiedzić.
Tymczasem zaczęło się nam jeszcze bardziej szczęścić. Stop z nietuzinkowym muzykiem, który grał w knajpach niepoprawne politycznie piosenki. Następna okazja nie wymagała nawet kciuka. Samochód sam się zatrzymał, a kierowca gorąco nas przywoływał. Czarnogórzec Bartłomiej, zrobił tak na prośbę polskich autostopowiczów, którzy powiedzieli: To muszą być Polacy. Kto inny łapałby tu stopa? Po chwili rozentuzjazmowany kierowca zaoferował się, że oprowadzi nas po mieście. I tak dzięki parze z Gdańska, która również podróżowała po Bałkanach dotarliśmy do Kotoru.


Przypisy:
  1. Kościół św. Klary/ Crkva Svete Klare, Msze Święte codziennie o godzinie 19. Znajduje się koło hotelu Marija. Można łatwo dotrzeć idąc 50m w lewo od kościoła św. Mikołaja/ Crkva Svetego Nikole

Nie ma jeszcze kometarzy.

a Ty co napiszesz?