Ważne, aby dobrze zacząć

Mimo, iż nie boję się czarnego kota przecinającego drogę w piątek 13, nie mam skrupułów, by witać się w progu i nie cieszę się z premii, gdy łaskocze mnie lewa dłoń. Mimo, iż mam za nic wszelkie przesądy, to jednak gdzieś z tyłu głowy przeczuwam, że początek podróży często definiuje jej dalszy bieg.

Niezmiernie ucieszyłem się, gdy znajomy ksiądz kilka dni przed rozpoczęciem podróży zaproponował nam pierwszy autostop. Ruszyliśmy rano z Wrocławia, dojechaliśmy do Czech i tam się rozstaliśmy. Kolejne autostopy były dla nas łaskawe - szybkie i długie. Chociaż staliśmy w ponad dwu godzinnym korku przed Wiedniem, rezultat końcowy był bardzo dobry. Dojechaliśmy przed Graz, robiąc pierwszego dnia ponad 700km.


Pierwszy nocleg
Przed podróżą przeczytałem w Internecie, że Austria to policyjny kraj. Nie wiedzieliśmy, czy możemy legalnie rozbić się na stacji benzynowej. Dlatego postanowiliśmy przeskoczyć płot wyznaczający granicę autostrady i rozbić się na polu.

Pierwsza noc udowodniła, że namiot dwu osobowy, to namiot dla dwóch osób i kropka. Ponadto na metce powinny widnieć takie wymogi: namiot przeznaczony dla szczupłych, niskich osób, bez bagażu. (Tylko w pierwszym przypadku spełnialiśmy wymogi producenta). Zmieszczenie dwóch 80 litrowych plecaków, przepakowanych do granic możliwości, wymagało niemałej gimnastyki. Zostawienie ich na zewnątrz nie było dobrym pomysłem (tego dnia była bardzo wysoka wilgoć), dlatego niekształtnie powyginani położyliśmy się, by spędzić pierwszą noc poza domem. Słysząc w tle łoskot pędzących po autostradzie samochodów, zasnęliśmy.

Rano hałas był znacznie donośniejszy niż wieczorem. Otworzyłem oczy, chwilę patrzyłem w sufit nim zorientowałem się, że głos który dochodzi z zewnątrz nie jest tym samym dźwiękiem co w nocy. Teraz słyszałem coś innego. To coś z każdą sekundą stawało się coraz głośniejsze. Traktor! – powiedziałem. Po czym zerwałem się, by wyjrzeć z namiotu. I rzeczywiście traktor jechał prosto na nas. Nie! To nie był sen. Wszystko wyglądało zbyt realistycznie. Duże koła opierające wielką, podłużną maskę, nad którą błyszczała szyba. Wokoło wylatywały spod pługa odłamki ziemi. Pech chciał, że akurat rozbiliśmy się na polu, które rano miało być zaorane. Wyskoczyliśmy z namiotu, zarzuciliśmy plecaki na ramiona, następnie chwyciliśmy namiot i przenieśliśmy go na dróżkę. Myślicie, że to wszystko? Gdy jeszcze się pakowaliśmy (a robiliśmy naprawdę to sprawnie) musieliśmy znów ustąpić miejsca, po to by traktor mógł pojechać dalej.

 

Nie ma jeszcze kometarzy.

a Ty co napiszesz?