Kotor: miasto kotów, cerkwi i cudów

Z auroczona patrzyłam na przesuwające się obrazki daktylowych palm i pnących fortyfikacji.  Migoczące, błękitnie fale morskie, lekko kołysały ogromny, luksusowy statek pasażerski. Patrz, podobny do Titanica – powiedział Rafał. Z samochodu Bartłomieja1 zobaczyliśmy zamek św. Jana na wzgórzu Sveti Ivan. Marcin 2 zdradził nam, że to ten, z którego ponoć polscy autostopowicze ukradli flagę Czarnogóry. Miejscowi, nie wiedzieli o tym. Działo się to przed wyborami. Podejrzenie padło na polityczną opozycje. Kradzież odwróciła przebieg wyborów państwowych.
Bartłomiej był krępy, lekko pucołowaty, bardzo energiczny i pełen życia. Zadziwiała nas jego prostota myślenia i hojność. Wprowadził nas przez Bramę Morską (Morska Vrata) do trójkątnego wnętrza starówki Kotoru. Żywo oprowadzał nas po wąskich uliczkach,  z których wyrastały gęste zabudowy wielowiekowych kamieniczek. Odkrywał przed nami bogactwo małych placyków i niezliczonych cerkwi, w których całował odrzwia i święte ikony. Opowiadał nam z zapałem w rosyjsko-migowym języku przedziwne historie łączące w sobie naukę i duchowość. Po rozstaniu poszliśmy uświęcać się na niedzielnej Mszy w kościele świętej Klary.3

Dzień zakończyliśmy delektowaniem się świeżutkimi owocami morza w jednej z klimatycznych restauracji starego miasta. Szybko zorientowaliśmy się, że substytutem polskich gołębi są tu koty, które kręciły się między nogami w ogródku restauracji.


Nocowaliśmy w namiocie tuż przy morzu koło ulicy Njegoševa. Nie byliśmy jedynymi, którzy spędzali tu noc na dziko. Zatokę i namiot okalały trzy masywy górskie tuląc nas cicho do spokojnego snu. A rano pęd i ślizg po zroszonym bruku z powrotem na starówkę. Dotarliśmy na czas i… spadły strugi deszczu. Zmuszeni, posłusznie smaczyliśmy się słodkościami w Forza Cafe, po raz pierwszy ładowaliśmy telefony i korzystaliśmy z dobrodziejstw Wi-Fi.

Deszcz nie ustawał. Postanowiliśmy więc zatopić się w bogactwie bizantyjskiego wnętrza katedry św. Tyfona, z której ostatnio wychodziliśmy z niedosytem. Tym razem oprowadzał nas zakupiony za 10 € przewodnik w języku polskim. Trochę nieczytelny i z licznymi błędami, ale dzięki niemu cieszyliśmy się patrzeniem w głąb4, a nie w szerz. Snuliśmy refleksje nad tym, że katedra jest wprawdzie bogata w słynne relikwie, ale uboga w wiernych. Tylko nieszczególnie dekoracyjny kościół św. Klary na nich zasłużył, bo nie przyciąga zbyt wielu turystów.

Wieczorem zadumani, przechadzaliśmy się po wąskich uliczkach Kotoru w uroczym świetle lamp. Dookoła mieszają się style: romański, gotycki, renesansowy i barok! No i sztuka współczesna. Muzyka klubowa w klimatycznych restauracjach?
Noc się zbliża, a gdzie sucho schronić głowę?  Zapowiadało się na obfitą, porywistą ulewę. Kierując się przeczuciami postanowiliśmy iść do kościoła św. Klary, gdzie poprzedniego dnia byliśmy na niedzielnej Mszy. Tym razem też podszedł do nas entuzjastyczny ksiądz Filip i zwyczajnie zapytał się gdzie nocujemy5

Rano, przebudziliśmy się u stóp ołtarza, wypoczęci, wyratowani oraz z jasnością tego, co robić dalej. Jeszcze wczoraj chcieliśmy kierować się w głąb lądu na przykład do Rumunii. Z zapałem karmiliśmy się inspiracjami ucieczki przed zapowiadającymi się tygodniowymi opadami.

 

Jakie są Wasze wrażenia z Kotoru?


Zdjęcie z nagłówka opublikowane za zgodą Katarzyny Chmura.

Przypisy:

 

  1. Patrz poprzedni wpis: entuzjaztyczny i żywy czarnogórzec, który podwoził parę z Polski i nas do Kotoru.
  2. Patrz poprzedni wpis: Polak, podróżujący z dziewczyną stopem po Bałkanach, dołączyliśmy do nich, bo poprosili Bartłomieja, żeby się zatrzymał.
  3. Kościół św. Klary/ Crkva Svete Klare znajduje się koło hotelu Marija. Można łatwo dotrzeć idąc 50m w lewo od kościoła św. Mikołaja/ Crkva Svetego Nikole. Msze Święte codziennie o godzinie 19.
  4. Czasem dobrze zatrzymać się i poznać dobrze jedno miejsce, niż wiele na raz, a tak naprawdę żadnego. I tak dowiedzieliśmy się, że katedra wcale nie powstała w 809 roku jak pokazuje data na wieży, ale w 1166roku. Wcześniejsza data tyczy się małego kościółka św. Tryfona, który kiedyś był w tym miejscu. Liczne trzęsienia ziemi i wojny wymuszały ciągłą odbudowę katedry, która przybierała różne style architektoniczne. Kiedyś miała nawet kopułę, a obecnie dwie wieże, z których lewa jest nieukończona jeszcze od XVIIw.
  5. W Kotorze jest mało miejsc noclegowych, ze względu na strukturę i usytuowanie miasta. Spanie w namiocie w taką niepogodę nie jest dobrym pomysłem.

1 Odpowiedź

  1. Gosia
    Bardzo ciekawy post! :) Nigdy tam nie byłam,ale być może kiedyś się tam wybiorę. Dzięki za inspirację!

a Ty co napiszesz?